tu
ico

Trochę historii

W czasach prehistorycznych rybołówstwo było łatwym, bezpiecznym i pewnym sposobem pozyskiwania białego mięsa w porównaniu do dość ryzykownego polowania na dzikiego zwierza. Zwłaszcza, że ryby można było łowić wszędzie.

Najprawdopodobniej pierwszym narzędziem do połowu była włócznia i oścień. Sprawdzały się one najlepiej w płytkich i przeźroczystych wodach, tam gdzie występowały duże skupiska ryb, np. w okresie tarła, żerowania czy zimowania. Dalszy rozwój sposobów i narzędzi łowienia uzależniony był od warunków przyrodniczych danego obszaru oraz kierunków rozwoju poszczególnych plemion i narodów.

Pierwsze wiarygodne wzmianki na temat rybactwa pochodzą z epoki kamiennej. Podczas wykopalisk archeologicznych, prowadzonych w dawnych skupiskach ludzkich, znajdywano harpuny do połowy ryb, wykonane z kości i rogów zwierząt. W następującym okresie topnienia lądolodu (około 12-10 tys. lat p.n.e.) potoki, powstałe z topniejącego lodu sprzyjały tworzeniu się rzek, jezior, bagien. Plemiona indoeuropejskie podążały za odstępującym na północ lodowcem, ponieważ z wodą związana była ich egzystencja. To wtedy człowiek nauczył się pływać, łowić ryby, wyplatać narzędzia rybackie, tj. sieci, wykonane z włókien roślin, czy pierwsze haczyki.

W starożytności na terenie obecnej Europy Zachodniej istniało wiele plemion, na których dietę w dużej mierze składały się ryby. Według Juliusza Cezara mieszkańcy wysp u ujścia Renu odżywiali się rybami i jajami dzikich ptaków. A starożytni mieszkańcy dzisiejszej Holandii nie uprawiali ani roli ani myślistwa a ich jedynym pokarmem były właśnie ryby morskie.

Jednakże rybactwo w średniowieczu było najbardziej rozpowszechnione wśród narodów Egiptu, Rzymu, Azji Mniejszej. Rybacy i rolnicy mieli wówczas wspólną patronkę – boginię Izydę – półkobietę i półrybę. Ryba jako pokarm pojawiała się również wielokrotnie w Biblii, została nawet symbolem chrześcijaństwa. A spośród apostołów aż czterech apostołów było z zawodu rybakami – w tym św. Piotr (obecny patron rybaków).

W czasach średniowiecznych, na obszarach zamieszkiwanych przez Słowian, z zapisów arabskich podróżników w VIII-IX wiekach w dolnym biegu Donu pojawiły się osady Słowian, które na równi z uprawą roli zajmowały się rybactwem. Z kronik tamtych czasów wynika, że ryby były tak samo cennym towarem jak miód czy futro zwierzęce. Najstarsze źródła wymieniają takie gatunki ryb jak łososia, lina, szczupaka, jesiotra, węgorza czy okonia.

W Polsce tradycja spożywania ryb ma również bardzo długie tradycje. Na stołach naszych przodków zajmowały one poczesne miejsce. Lokalizacja osad nad rzekami i jeziorami stwarzała naturalną podstawę do połowu ryb. Znaleziono wiele wykopalisk wskazujących na fakt, że szeroki krąg ludności zajmował się rybołówstwem, choć ogólnie rzecz biorąc w strukturze zajęć gospodarskich zajmowało ono pozycję raczej drugorzędną.

W okresie formowania się państwa we wczesnym średniowieczu nastąpiło wiele zmian w zakresie prawa własności i użytkowania wód śródlądowych. Niczym dotychczas nie krępowana wolność łowienia dla wszystkich została bardzo ograniczona. W praktyce sprowadzało się to do zakazu połowu cenniejszych gatunków ryb, choć często zakaz dotyczył wszelkich połowów. W drodze darowizn i nadań książęcych uprawnienia do korzystania wód (przywileje rybołówcze) przekazywane były głównie instytucjom kościelnym oraz osobom prywatnym, głównie ze stanu rycerskiego ale i mieszczan, które w jakiś sposób przysłużyły się władcy. Wielkie zainteresowanie tego typu przywilejami związane było z dużym popytem na ryby w średniowieczu, kiedy to było znacznie więcej dni postnych (nawet do 50% dni w roku, do stałych dni postnych należały poniedziałki, środy i piątki). Ryby stały się również przedmiotem opłat celnych i danin. Ryby duże stanowiły w średniowieczu przedmiot pożądanych podarunków. Miasta obdarzały nimi przejezdnych dostojników.

Nie przywiązywano wówczas wagi do choćby okresowej ochrony gatunków czy wstrzymania się od połowu w okresie tarła. Taka rabunkowa gospodarka doprowadziła do wyrybienia rzek i jezior i przyczyniła się do rozwoju hodowli ryb w sztucznych zbiornikach – stawach. Trudno jest dziś powiedzieć kto zapoczątkował hodowlę ryb konsumpcyjnych na stawach. Wiadomo, że Chińczycy od wieków zajmowali się rozmnażaniem ryb. Przetrzymywanie pozyskanych w wodach naturalnych ryb znane było również w Cesarstwie Rzymskim.

Stawy budowano niedaleko rzeki. Zazwyczaj zarybiały się one samoczynnie wraz z dopływem wody. Gospodarka rybacka polegała na kilkuletnim przetrzymywaniu ryb w zbiorniku wodnym, w którym odbywało się jednocześnie tarło, rozwój narybku, oraz jego wzrost aż do pozyskania ryb dojrzałych. Odłowione małe rybki wypuszczano powrotem do stawu. Taka prymitywna forma prowadzenia gospodarki stawowej była charakterystyczna dla całego okresu średniowiecza. W stawach hodowano różne ryby, m.in. szczupaki, liny, karasie, leszcze, okonie oraz płocie. Sporadycznie są wzmianki o karpiach z połowy XV wieku z terenu ziemi halickiej. Wówczas hodowla tej ryby nie była jeszcze znana na ziemiach polskich. Chów ryb, wymagający dużych nakładów finansowych, rozwijał się przede wszystkim z dużych, zamożnych gospodarstwach. Wyjątkowo na Śląsku małe stawy znajdowały się także w gospodarstwach chłopskich.

Postęp w prowadzeniu gospodarki rybackiej nastąpił w drugiej połowie XV wieku. Stawy zaopatrzono w żłoby i mnichy, zaczęto wprowadzać pierwsze formy przesadkowania. Jednak właściwy przewrót techniczny nastąpił w ciągu XVI wieku. Prawdopodobnie miało to związek z przybywającymi do Polski z Europy Zachodniej zakonnikami, którzy byli pionierami wszelkich nowin w rolnictwie i rybactwie. Do rozwoju gospodarki rybackiej w tamtych czasach przyczynił się też rozwój osadnictwa oraz pewnego rodzaju moda na posiadanie stawów wśród szlachty. Tam gdzie nie było rzek ani jezior, w ludzie tworzyli stawy, jeśli sprzyjało temu ukształtowanie terenu. W XVI wieku gospodarka rybacka w Polsce była zaraz po produkcji zbóż najsilniej rozwijającą się gałęzią rolnictwa. Rybactwo przynosiło dochody, a dobry rybak był na wagę złota. Dlatego też bardzo często zdarzało się, że w środku nocy rybak był porywany z jednego gospodarstwa do drugiego. Stawy chcieli mieć możni, władcy, dostojnicy kościelni ale i szlachta wszelkich stanów. Najbardziej rozpowszechnioną rybą tego okresu był karp. O rozwój stawów zabiegała królowa Bona, a z woli Zygmunta Augusta na terenie Knyszyna powstało w roku 1560 duże gospodarstwo stawowe. Prace na stawach wykonywali kmieci, zatrudniano też robotników najemnych.

Duże gospodarstwo stawowe posiadał Jan Zamoyski, kanclerz wielki koronny. A pod mecenatem Mikołaja Firleja kasztelana wiślickiego i wojewody lubelskiego powstała pierwsza praca Olbrychta Strumieńskiego „O sprawie, sypaniu, wymierzaniu i rybieniu stawów”, wydanej w Krakowie w 1573 roku. Książka ta stała się pierwszym fachowym podręcznikiem nie tylko w Polsce ale i w Europie.

Z gospodarki rybackiej właściciele stawów czerpali wysokie dochody. Nic więc dziwnego, że były one przyczyną wielu kradzieży, kłótni a nawet pojedynków. Za największych złodziei uchodzili zaś pracownicy najemni. Przyłapani na kradzieży często tracili życie w wyniku solidnej chłosty.

fot. Artur Homan